środa, 12 września 2012

za oknem deszcz…

… a ja mam swoje prywatne słoneczko :)

DSC_6371

Moje słoneczko będzie mnie grzało tej jesieni. Robótka nad nim trwała równo pół roku. Nie żebym tak wolno dziergała, ale zawsze cos mnie odciągało od niekończących się rzędów prawych i lewych ;)

DSC_6369

Cudak z tego sweterka jest wielki, polubiliśmy się ;)

DSC_6364

DSC_6359

Wzór: Dahlia Cardigan by Heather Zoppetti

Włóczka: Alize Lanagold Fine

Druty: KP 3mm

Dziękuje za wszystkie miłe słowa pod poprzednim postem. To niezwykle miłe. Jeszcze raz bardzo dziękuję

poniedziałek, 10 września 2012

Riparian

Wzór na tą przecudną chustę leżał w poczekalni już jakiś czas. Długo zastanawiałam się nad wyborem koloru. Piętnaście tysięcy razy zmieniałam zdanie i pod wpływem impulsu, pewnego upalnego popołudnia dokonałam wyboru. Moteczki poleciały ze mną pod tunezyjską palmę, a wróciły jako prawie kompletna chusta. Kocham ją bardzo. I wzór i włóczkę.

DSC_6372

 DSC_6376

DSC_6382

DSC_6385

Wzór: Riparian by Justyna Lorkowska

druty: KP 3,75mm

włóczka: Drops Alpaca

A na koniec obiecana palma ;)

DSC_5189

piątek, 7 września 2012

czy to już?

Koniec lata? Wracając do domu z pracy widziałam dziś widziałam jakąś kobietę z ogromnym bukietem jesiennych liści, pomyślałam sobie – o kurcze, jesień idzie i to wielkimi krokami ;)

Inauguracja roku szkolnego już za nami. Pierwsze obawy też. Maja to już weteranka szkolna i świetnie sobie radzi. Jest taka odpowiedzialna i obowiązkowa, że aż nie mogę wyjść z podziwu. Ewcia fantastycznie zaaklimatyzowała się w przedszkolu. Jest pogodna, wesoła i z uśmiechem biegnie do dzieci. Jak wjeżdżamy w uliczkę przed przedszkolem to podskakuje w foteliku. Słodki, mój kochany przedszkolak. Niestety za każdym razem na pytanie o to co jadła w przedszkolu odpowiada, że jej się mózg zatrzymał ;) No i jest pierwsze przekleństwo przyniesione od dzieci – (dupa) Ehhh takie są koszty tego przedszkolnego procederu.

Poszłam za ciosem i ostro zabrałam się za dzierganie. Na tapecie mam dwie kamizelki. Wzór ten sam, kolory inne.

Maja wybrała sobie kolor fioletowy/wrzosowy

DSC_6354

A Ewunia wybrała szary.

DSC_6355

Spieszę się z tymi robótkami baaardzo. Chcę aby dziewczynki miały je już na pierwsze chłody, a poza tym to w moim tajnym pudełeczku czeka coś na co mam wielką ochotę ;)

DSC_6356

A niedługo czeka mnie nudna służbowa podróż pociągiem do Wawki to ta pięknotka będzie miłym czasoumilaczem.

wtorek, 4 września 2012

dzień drugi

Ledwo przeżyłam wczorajszy dzień. Bardzo ważny dzień dla całej naszej rodziny. Mała dzidzia została dumnym przedszkolakiem, a zbuntowana, wojownicza Maja – odpowiedzialną trzecioklasistką. Do tej pory dzieci były z babcią, a teraz każdy ma nowe obowiązki i zajęcia.

Bardzo się bałam jak Ewa poradzi sobie w przedszkolu. Myślałam, że będzie płacz i bunt. Jest dobrze, jest nawet bardzo dobrze. Chciałaby aby ta faza ekscytacji trwała jak najdłużej. Wczoraj dosłownie nie mogłam się skupić na niczym

Muszę pochwalić Maję. Przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Dziś jak przyszliśmy do domu ziemniaki juz się gotowały. Moja kochana pomocnica :)

Remont jest w fazie schyłkowej. Powoli ogarniam ten ogromny syf, który był wynikiem zmian, które zaszły u nas w domu.

A to taka mała próbka tego co z tego wszystkiego wyszło w wersji bardzo surowej ;)

DSC_6340

Jutro jeszcze dowiozą półki do garderoby i jedną szafkę do dziewczynek i będzie git.

wtorek, 28 sierpnia 2012

dokładnie tego dnia

trzynaście lat temu zawarłam związek małżeński z moim ukochanym. Ehhh życie pędzi, my się starzejemy, zmieniamy się. Te trzynaście lat przeleciało jak z bicza strzelił. Kocham tego mojego chłopa bardzo, lubię z nim spędzać czas, lubię z nim milczeć i lubię się wygłupiać. Lubię wspólnie wypoczywać, jeździć, podróżować i zwiedzać świat. Bardzo lubię też wszelakiego rodzaju remonty. Wiele razy przenosiliśmy się, malowaliśmy, tapetowaliśmy, robiliśmy meble. Zawsze mamy przy tym ogrom zabawy i choć jesteśmy mega zmęczeni humory zawsze nam dopisują.

Po powrocie z wakacji jakoś nas tak natychło i pojechaliśmy pooglądać meble do pokoju dziewczynek. Ewa do tej pory jeszcze spała w łóżeczku jak dzidziuś. Wyrosło trochę dziewcze i w naszym domu dzidziusie już nie mieszkają. Tak nam dobrze szło oglądanie, że z zakupów “wróciliśmy” z nowymi meblami do dziewczyn, łóżkiem piętrowym i garderobą do sypialni. Niestety w zakupach meblowych jest mały haczyk. One rozbudzają ogromną potrzebę zmian ;) No i poszliśmy po bandzie ;) Meble maja przyjechać dopiero za tydzień a my w tak zwanym między czasie…..

DSC_6318

DSC_6326

DSC_6337

Dziś wskoczyliśmy do Ikei po parę drobiazgów. Czekamy tylko na mebelki i pokój będzie jak marzenie. Dziewczynom się juz podoba choć stoi w nim tylko łóżko i ciuchy są poukładane pod ścianą.

Oto nasz stan remontowy na dziś ;)

DSC_6338

Robótki są na razie w małym zamrożeniu, choć moja piękna chusta Riparian już dawno skończona – czeka na blokowanie. Sweterek Chaber – noszony, ukochany, nie pokazany jeszcze na blogu, a moja słoneczna Dahlia jest już na wieeeeelkim finiszu. Liczę na to, że wszystkie remonty szybko się skończą, dzieci jakoś zadomowią się w realiach szkolno-przedszkolnych i wszystko będzie git ;)

piątek, 17 sierpnia 2012

الجمهورية التونسية

W tym roku chcieliśmy odpocząć nie martwiąc sie o pogodę. Wybór padł na Tunezję.

Uwielbiam latać samolotem, zawsze to pozwala mi nabrać jakiegoś takiego dystansu do siebie i różnych spraw. Wylot z Wrocławia mieliśmy o 23:45. Późno, ale za to czyste bezchmurne niebo podczas całego lotu pozwoliło mi na przyjrzenie się pięknej oświetlonej Europie. Europejskie światła wyglądają jak układ krwionośny. Z żyłkami, żyłami i głównymi aortami. Nie zdawałam sobie sprawy, że afrykańskie i europejskie światła tak bardzo się różnią. Afryka nocą z góry wygląda jak nastolatek z mocnym trądzikiem :) Światła nie układają się w linie, ale w kropki, placki i punkty. Wylądowaliśmy o 1:30 tamtego czasu. Spodziewałam się większego upału. Zapakowano nas w autokary i pojechaliśmy do hoteli.

Cały proceder podróży, meldowania i innych formalności sprawił, że klucze do pokoju dostaliśmy dopiero przed 5 rano. Mój mózg nie mógł tego przetrawić i wściekłam się, że nie ma kołdry ;)

Potem było tylko gorzej. Pierwszy dzień w Tunezji był dla mnie okropny. Myślałam, że będę płakać. Wszystko mi śmierdziało. Woda, jedzenie, hotel. Niewyspana, głodna i wściekła snułam się przez cały dzień. Alkohol też nie przynosił ulgi. Obrzydlistwo.

No ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. W naszym hotelu nie było europejskiego jedzenia tylko lokalne. Nie wiem co jadłam. Śmialiśmy się potem, że albo podawali wielbłąda, albo kozę, albo jakąś jagnięcinę. Wszystkie mięsa były w bliżej nieokreślonym sosie. Młode jadły tylko frytki z czerwonym sosem. Każdy kolejny dzień powodował, że mniej przeszkadzał mi zapach wszystkiego.

Dzieci były zachwycone z wakacji. Cały czas siedziały w basenie. Efektem tego jest, że obie nauczyły się pływać. Wyglądają jak małe kijanki.

DSC_5245

Całe dnie spędzaliśmy przy basenie. O to właśnie nam chodziło w tych wakacjach. Na to liczyłam i tego chciałam. Zmęczył mnie ten rok wystarczająco więc wakacje miały być baaaaardzo leniwe i takie były

DSC_5289

Były też leniwe kolorowanki, książki i druty.

DSC_5388 

DSC_5430

Zabaw w wodzie było tysiące :)

DSC_5496

Jednak największe wzięcie miała i tak zjeżdżalnia. Dzieciaki jeździły do upadłego :)

DSC_5790

Ale żeby nie było, że tylko tyłki w basenie moczyliśmy. Były spacery wieczorne z granatem w dłoni ;)

DSC_5177

Strzelanie z łuku

DSC_5781

Raz spróbowaliśmy wyjść z hotelu, jednak szybko wróciliśmy do naszej słonecznej oazy. Widoki za murem nie zachęcały do zwiedzania. Wszędzie syf, brud. W ogóle cała Tunezja jest jakaś tak brudna.

20120812_090102

Dziewczyny strasznie marudziły w tym upale i koniecznie chciały wrócić do basenu. Z resztą wieczorne spacery po mieście były bardzo niebezpieczne. Jedna rodzina – troszkę nieodpowiedzialnie, bo poszła pozwiedzać po zmroku – została obrzucona kamieniami.

20120812_090709

Małżonek nie narzekał. On miał swoje sposoby na radzenie sobie z upałem, jedzeniem całą resztą rzeczy, które dla mnie były męczące ;) Jak to mówił – człowiek się musi odkażać. To się odkażał przywiezionym ojczystym alkoholem.

DSC_5932

No i tak nam basenowo mijały dni i w przed ostatni dzień już chciało mi się wracać. Zmęczył mnie upał, arabowie, jedzenie.

Tylko który lot jest do domu? ;)

DSC_6046

W sumie wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej :)

Przylecieliśmy do domu opaleni, wybasenowani, wymęczeni i wszyscy z mega przeziębieniem. Powrót do domu nas wykończył. W autokarze na lotnisko było chyba +42 stopnie a w samolocie +18 przy starcie, a potem przez cały lot +28. Zwariować można było przez te skoki temperatur i teraz jest efekt ;)

niedziela, 12 sierpnia 2012

Gorące pozdrowienia

Razem z całą moją rodzinką przesyłamy upalne pozdrowienia z samego środka naszych tunezyjskich wakacji. Leżymy pod palmą, moczymy tyłki w basenie i brzuchy nam rosną od tych wszystkich pyszności.

niedziela, 5 sierpnia 2012

spotkania

Miałam bardzo intensywną sobotę, a w dodatku była tak przyjemna, że długo jej nie zapomnę. Od samego rana z moją kochaną Izunią i jej słodkimi dzieciątkami plotkowałyśmy, a dzieciaki pięknie się bawiły. Było obłędnie super. Moje dziewczyny kochają Olę i Samuelka. Moje dziewczynki aż piszczą na widok tych wszystkich piękności.

Ewunia w nowym stroju kąpielowym już dziś jest gotowa do wylotu

DSC_5053

Jeszcze raz dziękujemy, moja droga za wszystkie pięknoty. Rozpieszczasz nas bardzo.

Wieczorkiem za to byłam na spotkaniu robótkowym organizowanym przez e-dziewiarkę. Namyziałam się włóczek jak nigdy. Tyle cudowności na raz dotykałam, że aż mi się w głowie kręciło. No ale najważniejszą sprawą było to, że poznałam całe mnóstwo przefantastycznych kobiet. Naładowałam się taką pozytywna energią, że szok. Pośmiałyśmy się z “tego białego” i z tego że jesteśmy sektą. To było niesamowite uczucie przebywać wśród współ uzależnionych  włóczkoholiczek.

Uległam pokusie i kupiłam sobie takiego cudaka. Efekt końcowy robótki strasznie mi sie podobał i liczę, uda mi się z tego wyczarować równie coś miłego dla oka ;)

DSC_5055

Jak człowiek wpada pomiędzy półki to dostaje jakiegoś amoku. Byłam dzielna jednak z jednej półki wołały mnie cztery piękne moteczki. Mówiły weź mnie do domu, weź. No to wzięłam je i od razu się zakochałam. Wdaje mi się, że to będzie długotrwała miłość owocująca licznymi zakupami ;)

DSC_5056

Coś mi się wydaje, że już wiem nawet co z tego będzie ;)

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystko.

niedziela, 29 lipca 2012

coś…

… mnie upierniczyło w nogę. Może to jakiś dziadowski komar, albo pająk, albo jeszcze inne draństwo. Boli jak szlag i wczoraj cały dzień miałam z głowy. Ani stanąć na tej nodze, ani chodzić. Powiedziałam sobie trudno, trzeba ten czas jakoś spożytkować bardzo przyjemnie, żeby nie patrzeć na tego mojego spuchniętego kulasa.

DSC_5049

Ostro podpędziłam test dużego Chabra. Może uda mi sie go skończyć i zabrać produkt finalny na wakacje. Zobaczymy.

Pierwszy raz dziergam tą techniką sweterek i muszę przyznać, że to świetny sposób. Narodziło mi sie nawet coś w głowie, ale czasu na własne produkcje jakoś brak ostatnio. Nie cierpię z tego powodu, bo dużo frajdy sprawiają mi dziewiarskie wyzwania i testy innych cudownych wzorów.

DSC_5050

Chaber miał być czerwony, ale na moim komputerze w pracy czerwona włóczka okazała sie taka wściekle czerwona, że w ostatniej chwili zmieniłam zamówienie na granacik. Nie żałuję. Myślę, że polubimy się z tym sweterkiem.

środa, 25 lipca 2012

4 gramy

dokładnie tyle zabraknie mi, żeby skończyć tego dziwoląga. Zmusiłam się i zrobiłam w ufoku jeden rękaw i się okazało, że na drugi zabraknie dokładnie 4 gramy. Ile to jest? Ile to rzędów? Dwa, cztery? Grrrrrrrr

DSC_5045

Miłe to, to i przyjemnie grzeje w chłodny wieczór. Szkoda, że tylko moje kolana podczas robótki ;)

DSC_5044

No i znowu mój słonecznik ląduje w trzeciej szufladzie by czekać na swoją kolej. Wymyśliłam, że spruję ten rękaw i zrobię go od nowa tylko będzie ciut węższy. Ehhh jeszcze raz rękaw. Normalnie jakby ten sweterek miał trzy rękawy tak się czuję :)

A ja dalej w kuchni i w garach. Zamykam lato w słonecznych słoikach.

Ogóry królują – bo to ich czas. Za chwilkę się skończą i z działeczki będziemy targać zupełnie cos innego.

Tym razem korniszony

DSC_5040

Wygrzebałam jeszcze piękne staromodne słoiki. Urzekły mnie no i po prostu musiałam je zapełnić ;)

DSC_5041

Lubicie leczo? Takie pachnące latem i świeżymi warzywami? – ja swoje będę jadła srogą, śnieżną zimą, gdy za oknem będzie już tak brzydko, a do lata będzie jeszcze tak daleko ;)

DSC_5042 

Wiem, wiem, łasuch jestem, a tyłek rośnie. No co ja poradzę, że ja lubię smacznie, kolorowo i czasami nie do końca dietetycznie i fit ;)

A wkrótce – drutowo - będzie o tym co już skończyłam i o planach na przyszłość :)

środa, 18 lipca 2012

hibernacja

Ufo’ki mnie atakują, wpadają w stan hibernacji zawsze w tym samym momencie. Nienawidzę robić rękawów i w związku z tym leżą te dziady i patrzą na mnie tymi dziurami w miejscu rękawów. ;(

DSC_4975

. No ale dobra, powiedzmy, że się wzięłam w kupę i przykręciłam do słonecznika druty. Mam nadzieję, że skończę te swetry wreszcie, bo to aż wstyd.

No ale żeby nie było, że taki leń jestem i ladaco. Na potęgę przerabiam ogórki

DSC_4969

A w mojej podręcznej spiżarce to juz prawie brakuje miejsca – tu dżem z czarnej porzeczki

DSC_4972

Pozdrawiam smacznie, letnio z ufolem w dłoni ;)

niedziela, 8 lipca 2012

miło

Miło i gorąco. Jedynym miejscem, które pozwala przetrwać te upalne chwile jest działka mojej teściówki. Dużo drzew, zieleni i każdy może robić co mu się podoba. Ja najbardziej lubię dziergać w cieniu jabłonki. Z małą doza nieśmiałości kupiłam kiedyś włóczkę bambusową.  Nie mam doświadczenia w tej materii. Miała z niej powstać sukienka. Zaczęłam nawet, ale sprułam. Cos nie potrafię z tej włóczki jej zrobić. Potrzebowałam coś na dobry początek. No i jest. Bluzeczka cudownie miękka i w sam raz letnia. Nie przypuszczałam, że dzianina z bambusa może być tak przyjemna w dotyku.

DSC_4837

DSC_4840

Jednak niech nie zwiedzie Cię ten anielski wygląd. Ewcia to jest mój mały słodki anioł z podbitym okiem. Ot taki mały łobuz.

DSC_4852

Moje dziewczyny uwielbiają działkę babci Halinki. Mają tam pełen luz i full kontakt z naturą.

DSC_4801

A wieczorem wybraliśmy się do znajomych na małego grilla. Uwielbiam małe dziecięce stópki. Są takie rozkoszne.

DSC_4870

No i ktoś tu chce blaciśka.

DSC_4874

hmmm ja tam chyba wolałabym kotka ;)

DSC_4889

To była bardzo miła sobota.

Ps. a tu kilka danych technicznych odnośnie bluzeczki

wzór: Tango Tank by Sarah Ronchetti

druty: KP 3mm

włoczka: Alize Bamboo