i czeka na prezenty, które się wkrótce pod nią pojawią.
Lubię ten czas choinkowy, te wieczory oświetlone tylko światełkami. To taki magiczny czas. Czuję się przez chwilkę jak dziecko.
to się chwalę. Spreparowałam małą kamizelkę dla bardzo uroczego, radosnego, uśmiechniętego i same och i achy, dziewięciomiesięcznego Samuela. Myślę, że ten wiecznie uśmiechnięty przesympatyczny mały mężczyzna będzie zadowolony z takiego oto prezentu.
Mała bardzo urocza, młoda, niespełna dwuletnia kobietka została obdarowana sukieneczką, która mam nadzieję, że jej się przyda. Olunia ma przepiękne, ciekawe całego świata oczy i jest tak słodka, że można ją schrupać od razu.
Ale nie tylko były prezenty dla dzieci. Ta mega miękka szara włóczka posłużyła do zrobienia szala dla dawno nie widzianej Izy – mamy tych uroczych dzieciaków. Bardzo dawno sie nie widziałyśmy. Dzieli nas bardzo dużo kilometrów, ale całe szczęście że jest internet.
Izuniu, Ivanie, Oluniu i Samuelku bardzo dziękujemy Wam za zaproszenie na to cudne przyjęcie i za wszystkie piękne świąteczne prezenty.
ps. Wszystkie kolokwia dnia dzisiejszego zaliczone w 100%, czyli już mam święta.
Wreszcie będę mogła się pochwalić tym wszystkim co tak z uporem maniaka ostatnio dziergałam. Już jutro pierwsza transza prezentów trafi do swoich odbiorców. Mam nadzieję, że trafiłam w gusta.
A teraz zmykam do nauki bo jutro przed imprezą mam dwa kolokwia i zaliczenie projektu.
Pan M. przyszedł cicho w nocy i zostawił pod poduszkami prezenty dla wszystkich. Grzeczni byliśmy w tym roku chyba bardzo.
Mała największa fanka dostała budzik z Michaelem i płytę Jackson 5. Jest oczarowana, a z resztą czy te oczy mogą kłamać?
Maleńka kobietka i jej pierwsza “dorosła” szminka
Dziś o 6 rano było wesoło jak w południe.
Zdecydowanie dla takich chwil warto żyć :)
Pod moją poduszką też coś było. Piękna, miękka piżamka.
Druty rozgrzane do białości, skręcam warkoczyki w wgryzam się w zawiłości super tajnego projektu prezentowego. Chciałabym dziś skończyć to i zacząć kolejny tajny projekt.
Nadal jestem pod ogromnym wrażeniem grubości, miękkości przytulności Angela
A jutro Mikołaj. Wprost nie mogę się doczekać min moich dzieci o poranku, jak znajdą pod swoimi łóżkami prezenty. Będzie czarodziejsko. Uwielbiam im sprawiać małe niespodzianki. W tych małych ufnych oczkach widać prostą, czystą radość. Ostatnio jestem wykończona i bardzo zmęczona różnymi zachowaniami ludzi. Czasami opadają mi ręce z niemocy. A w oczach moich dzieci widzę tą nadzieję i wytchnienie po całym ciężkim dniu.
Ciekawe czy do mnie przyjdzie ten siwobrody jegomość? Pewnie nie ;) za stara już jestem hihihi
Niedzielę spędziliśmy uroczo. Najpierw grota solna potem jarmark. Uwielbiam łazić, jak co roku z resztą, pomiędzy tymi straganami. Nie było tak zimno jak w zeszłym roku. Baaaardzo przyjemnie
Pozdrawiamy już prawie w nastroju świątecznym
pachnie mój dom dziś. Od rana z dziewczynkami piekłyśmy pierniczki na choinkę. Oczywiście część juz została skonsumowana, ale co tam ……
….. została jeszcze cała góra
Chandrę mam. ;(
Nawet nie mogę się pochwalić nowymi dziergotkami, bo wszystkie będą prezentami. Teraz na drutach mam tak niewiarygodnie cienką włóczkę, że szok. Mam nadzieję, że obdarowanemu przypadnie ona do gustu tak jak mnie.
Biedne, małe psisko trzęsie sie jak osika na spacerze. No nie mogłam dłużej na to patrzeć. Na szybkiego skleciłam mały, ciepły, gruby, polarowy kubraczek. To jedyne zdjęcie jakie modelka o tajemniczym imieniu Szimi pozwoliła sobie zrobić ;)
Szimi to elegancka dama i płaszczyk też musiał być elegancki ;)
Miały być jeszcze białe haftowane gwiazdki, ale nie mogę się zdecydować, czy taki dodatek nie zepsuje całego efektu. Zobaczymy po tygodniu noszenia jak będzie wyglądał ;)
Skończyłam pierwszy tajny projekt. Zainteresowanych zapraszam na R
pomiędzy lekami przeciwbólowymi, a wizytami u dentysty powstają tajemnicze jabłuszka. Idzie to opornie ale do przodu ;)
Cierpię bardzo po wyrwaniu tej ósemki. Zrobił mi się suchy zębodół. Dostałam antybiotyk. Buuu Podobno cierpienie uszlachetnia, hmmmm ja już po tygodniu czuję tylko zniecierpliwienie kiedy wreszcie koniec.
Cóż to był za tydzień, normalnie total szał i obłęd. W zeszły weekend szaleństwo szkolne, kolokwia i zaliczenia a wieczorem party dla dzieci z okazji Urodzin Mai. Jubilatka zaprosiła 4 dziewczynki i 4 chłopców. Miałam dziki szał dyskotekowy w domu. Przeżyłam i bawiłam sie przy tym bardzo fajnie.
Były słodycze
oraz coś na słono
Były też zabawy różniaste
Ofiar w ludziach i sprzęcie nie odnotowaliśmy, a do dziś w całym domu wiszą kolorowe baloniki.
Twarda byłam też wczoraj. Sama z własnej nieprzymuszonej woli poszłam do dentysty i usunęłam sobie wreszcie te nikomu niepotrzebne ósemki. Wzięłam tego byka za rogi i na raz pozbyłam się ich dwóch. A co. Teraz to juz z górki pójdzie. Generalnie ostatnio stwierdziłam, że bardzo w dzieciństwie zostałam skrzywdzona stomatologicznie. My dzieci komuny w szkole obowiązkowo chodziliśmy do stomatologa a tam działy się sceny dantejskie. Strach pozostał do dziś, a przecież teraz to jest już zupełnie inaczej. Człowiek siada na fotel i niczym nie musi się martwić, bo to nawet nie może zaboleć choć lekko. Podoba mi się to. Stwierdziłam, że moich dzieci tak nie skrzywdzę i pokażę im, że stomatolog to nie jest sadysta, żeby nie bały się tak jak matka przed wizytą.
Dzielna byłam prawda ;)
Wczoraj skończyłam sukienkę dla Mai. No ściemniać nie będę, bo jestem dumna z siebie, bo to moja pierwsza próba wrabiania wzoru. Padło na zakochane kotki.
Mai tak spodobała się ta sukienka, że już dziś była w niej w szkole.
Ewcia też koniecznie chciała być na zdjęciu.
No i kotki w pełnej krasie. Jak na pierwszy raz to chyba nie jest źle.
Bardzo przyjemny wzór sukienki chyba jeszcze jedną, tylko tym razem mniejszą, taka zrobię.
Tak jak wczoraj pisałam 2 listopada też jest dla mnie metafizyczną datą. W dzień zaduszny, dzień zadumy i modlitwy o 8:05 po 23 godzinach porodu osiem lat temu urodziła się Maja przełamując smutek i pustkę. Od ośmiu lat przed 1 listopada zamiast biegać w amoku kupując znicze i kwiaty na groby ja spokojnie wybieram baloniki, serpentyny i piekę tort.
100 lat moja najulubieńsza Pszczoło.
Był tort, baloniki, prezenty i tańce przy Fasolkach. Z reguły tańczę w parze, ale dziś bardzo odpowiadał mi ten trójkącik.
A tak w ogóle to Maja czuje się już lepiej. Zupełnie nie wiem od czego była ta gorączka.
Walczymy od dwóch dni z temperaturą u Mai. Przyszła zupełnie niespodziewanie i skacze jak durna od 38,7 do 36,5. Mam nadzieję, że jej przejdzie do jutra. A patalua = temperatura w ustach Ewuni. Słodkie moje dziewczątka.
1 listopada, metafizyczna data. Od 9 lat zapalam małą świeczkę dla dzieciątka, które tak krótko było z nami na tym świecie. Śpij słodki aniele spokojnie, mama Cię bardzo kocha. Kiedyś się znowu spotkamy.